|
...czyli Gotka w wielkim mieście...
Blog > Komentarze do wpisu
WYMYK
Jednym z filmów prezentowanych na 36. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni był obraz Grega Zglińskiego „Wymyk”. Zarówno obsada filmu, jak i temat zapowiadały bardzo ciekawe kino. Niestety dobre podstawy pozostały tylko podstawami, a tematu nie udało się w pełni wykorzystać. Alfred (Robert Więckiewicz) i Jurek (Łukasz Simlat) są braćmi prowadzący intratny interes rodzinny. Wydaje się, że poza tym interesem niewiele braci łączy. Alfred to niedojrzały lekkoduch, lubujący się w bezsensownym ryzyku, szybkich samochodach i starej broni. Tymczasem Jurek – wdowiec wychowujący dwójkę kilkuletnich dzieci - twardo stąpa po ziemi, stara się być prawdziwym biznesmenem i wypłynąć z firmą na szersze wody, co nie do końca podoba się bratu, któremu dobrze jest tak jest i na zmiany się nie zgadza. Gdzieś w tych konfliktach pojawia się jeszcze Ojciec (Marian Dziędziel), faworyzujący jednego z nich i nieszczęśliwa, zagubiona żona Alfreda – Viola (Gabriela Muskała). Zbieg wielu okoliczności sprawia, że jadąc kolejka podmiejską bracia stają się świadkami napaści bandy nastoletnich chuliganów na młoda dziewczynę. Jurek – zawsze spokojny i wycofany – staje w jej obronie. Alfred – w życiu „pistolet” – tutaj biernie przygląda się zdarzeniu, doprowadzając do tragedii. Jurek zostaje brutalnie pobity i wyrzucony z jadącego pociągu. Alfred zostaje sam ze swoimi wyrzutami sumienia. Stara się zatuszować prawdę przed rodziną i znajomymi oraz odpokutować winę jednak los winy tej mu odpuścić nie chce. Jest w tym filmie kilka momentów, kiedy widzowi wydaje się, że za chwilę rozpocznie się jakaś intryga, że to, co zobaczył do tej pory nie jest tym, czym się wydawało, a z pozoru oczywiste reakcje, sytuacje etc. okażą się być mylne. Z przykrością stwierdza jednak za każdym razem, że zwodniczą okazała się być jedynie ta nadzieja, na coś więcej niż tylko tragiczną historię dwóch braci. Oczywiście można przyjąć, że jest to dramat bez aspiracji na cokolwiek więcej niż tylko prosta historia opowiedziana bez ozdobników, bez zadęcia artystycznego i mająca jedynie zaistnieć, wzruszyć i.. zniknąć. Można też uznać , że wystarczającym plusem i argumentem za powstawaniem tego typu filmów jest niewątpliwy talent aktorski Roberta Więckiewicza, który jest niepodważalną dźwignią obrazu oraz całkiem zgrabna gra jego kolegów z planu, którzy radzą sobie nieźle, żeby nie powiedzieć dobrze. Problem w tym, że wszyscy grają sobie, a nie ze sobą, a film z każdą minutą powoli osiada, by na samym końcu wpłynąć na mieliznę… To mógłby być dobry, wciągający thriller psychologiczny, a wyszła tkliwa, infantylna opowieść o wyrzutach sumienia. Nie twierdzę, że i takie filmy nie są potrzebne, niemniej jednak ja wyszłam z seansu mocno zawiedziona.
sobota, 25 czerwca 2011, siadeh
|
|